sobota, 8 grudnia 2012

 

Sądzę, że reaguję zbyt emocjonalnie tam, gdzie nie należy - gdyby tak jednak nie było, pewnie bym się nudziła - chociaż gdybym była inna, w gruncie rzeczy nie sprawiłoby mi to różnicy (palę, a to paskudny nawyk - ale na razie nie stał się jeszcze nałogiem - mam bardzo nieprzyjemny oddech, a w ustach taki smak, jakbym całymi godzinami żuła surowy tytoń).
Dlaczego po tej rozsądnej rozmowie myśl o spotkaniu się z nim, ciągle jeszcze bez zdradzania się z moimi uczuciami, sprawia, że puls bije mi szybciej, a ciało zalewają uderzenia krwi (gdyby była we mnie choć odrobina zdyscyplinowania i odwagi, nawet nie zawracałabym sobie głowy chłopakiem, który nie przyjdzie, ale wiem, że o 12 ogarnie mnie nowa fala urazy).
Prawdopodobnie moja miłość, jeśli już trzeba to tak nazwać, polegała przede wszystkim na owym cudownym i podniecającym poczuciu, że się jest pożądaną, kochaną, że ktoś o ciebie dba, a także na pociągu seksualnym.
Myślę, że być może dzisiejszego wieczoru będę swobodniejsza, może nawet będę umiała powiedzieć "kocham cię", patrząc mu prosto w oczy i czując kłucie nienawiści lub coś w tym rodzaju.
Na dowód, że to moja kobieca istota chce zaspokojenia: wczoraj miałam tak spaloną słońcem skórę, że włożyłam tylko sweterek, bez stanika, co dało mi zmysłowe odczucia, które jak sobie wyobraziłam, on mógł podzielać - pozostaje pytanie, czy mi skłamał?, gdyby kochał nas obie, mogłabym się z tym pogodzić, ale chcę wiedzieć, czy skłamał, mówiąc, że jestem pierwsza i najważniejsza, i że gdyby ta relacja kiedyś się zmieniła, zawiadomi mnie o tym, bo jak sam stwierdził, ja nie chcę grać drugich skrzypiec.
[MM o pierwszym mężu Jamesie Dougherty'm - dop. wydawcy]
***


Ona jest taka jak ja, jak ja ją doskonale rozumiem!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz