Sądzę, że reaguję zbyt emocjonalnie tam, gdzie nie należy - gdyby
tak jednak nie było, pewnie bym się nudziła - chociaż gdybym była inna, w
gruncie rzeczy nie sprawiłoby mi to różnicy (palę, a to paskudny nawyk -
ale na razie nie stał się jeszcze nałogiem - mam bardzo nieprzyjemny
oddech, a w ustach taki smak, jakbym całymi godzinami żuła surowy
tytoń).
Dlaczego po tej rozsądnej rozmowie myśl o spotkaniu się z nim,
ciągle jeszcze bez zdradzania się z moimi uczuciami, sprawia, że puls
bije mi szybciej, a ciało zalewają uderzenia krwi (gdyby była we mnie
choć odrobina zdyscyplinowania i odwagi, nawet nie zawracałabym sobie
głowy chłopakiem, który nie przyjdzie, ale wiem, że o 12 ogarnie mnie
nowa fala urazy).
Prawdopodobnie moja miłość, jeśli już trzeba to tak nazwać, polegała
przede wszystkim na owym cudownym i podniecającym poczuciu, że się jest
pożądaną, kochaną, że ktoś o ciebie dba, a także na pociągu seksualnym.
Myślę, że być może dzisiejszego wieczoru będę swobodniejsza, może
nawet będę umiała powiedzieć "kocham cię", patrząc mu prosto w oczy i
czując kłucie nienawiści lub coś w tym rodzaju.
Na dowód, że to moja kobieca istota chce zaspokojenia: wczoraj
miałam tak spaloną słońcem skórę, że włożyłam tylko sweterek, bez
stanika, co dało mi zmysłowe odczucia, które jak sobie wyobraziłam, on
mógł podzielać - pozostaje pytanie, czy mi skłamał?, gdyby kochał nas
obie, mogłabym się z tym pogodzić, ale chcę wiedzieć, czy skłamał,
mówiąc, że jestem pierwsza i najważniejsza, i że gdyby ta relacja kiedyś
się zmieniła, zawiadomi mnie o tym, bo jak sam stwierdził, ja nie chcę
grać drugich skrzypiec.
[MM o pierwszym mężu Jamesie Dougherty'm - dop. wydawcy]
***
Ona jest taka jak ja, jak ja ją doskonale rozumiem!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz